sty 11 2010

Możliwe przemówienie na bankiecie – ułożenie sobie ogólnego planu

Jak to dobrze, że mamy dziś sobotę i nie mam obowiązku wcześnie wstawać .  Doprawdy nie wyobrażam sobie zresztą pobudki o 6.00 rano po może 2  bądź  3 godzinach snu. To byłby prawdziwy horror . Korzystając z dnia wolnego wyspałem się wstając dopiero na nogi koło południa. Kinga zajmowała się sprzątaniem domu, zaś  ja  postanowiłem  wziąć prysznic. Kinga dała mi do zrozumienia, że bankiet się odbędzie, a moja obecność jest mile widziana. Nie wiedziałem jednak jednej dość  ważnej  rzeczy, a mianowicie  terminu  zaplanowanego bankietu . Sprawa jest na tyle poważna,  iż  nie mógłbym zwolnić się z pracy na jedno popołudnie……..tak więc jeżeli odbędzie się po godzinach  lub  w jakiś wolny dzień to z chęcią się na nim pojawię. Jestem tego pewny. W sobotę udałem się do biblioteki oddać książki  oraz  zrobić zakupy w Tesco.  Postanowiłem oddać książki do biblioteki, gdyż nie mam najmniejszego zamiaru płacić kary za przetrzymywanie .  Szczerze mówiąc nie mam konkretnie czego czytać, więc postanowiłem poszukać czegoś co  przyjemnie  zajmie mój wolny czas. Zacząłem więc szukać. Udało mi się znaleźć parę ciekawych pozycji. Wypożyczając książki udałem się w drogę do sklepu.  W supermarkecie spędziłem ogólnie więcej czasu . Trochę czasu zajęło mi zdobycie potrzebnych produktów po czym dostanie się do kolejki i kupno wybranych towarów. Wracając do domu tonąłem wręcz w śniegu. Ładnie Poznań zasypało . Continue reading


sty 6 2010

Będąc na uroczystej inauguracji wystawy

Pracowałem do godziny 16.00.  Miałem na tyle szczęście, że Stefan podwiózł mnie aż pod sam dom . Miał po drodze. Wchodząc do domu z mety wstawiłem wodę na kawę i sprawdziłem co jest w lodówce. Odgrzałem sobie obiadku, po czym puściłem jakąś muzykę. Musiałem  chociaż   odrobinkę   odpocząć . Czekała mnie jeszcze wizyta w muzeum.  Zostało mi ogólnie niewiele czasu . Cóż…..komu w drogę temu czas. Ubrałem się i pospieszyłem złapać jakiś tramwaj.  Na dworze było zimno okrutnie . Mało brakowało, a by mi ten tramwaj uciekł. Jakoś nie uśmiechało mi się wydawania ponownie pieniędzy na taksówkę  bądź  co gorsza spacerek z buta jak to się mówi. W muzeum pojawiłem się około godziny wpół do szóstej. Ogólnie z tego co  zauważyłem  było względnie  dużo  ludzi. W jednym pomieszczeniu panował półmrok, zapalone były jedynie lampki. Wnet zauważyłem zakupione przed świętami drzwi szklane z witrażami. Próbowałem się przyjrzeć  daleka.  Nie podchodziłem zbyt blisko by zainteresowani wystawą ludzie nie myśleli sobie, że zamiast eksponatów przyszedłem drzwi oglądać . Od razu wiedziałem, że to motyw sakralny……..matka boska trzymająca dzieciątko o ile sobie przypominam. Wspaniale komponowało się to z różnymi eksponatami z epoki jak i  również  z cicho brzmiącym chorałem gregoriańskim. W ogóle to lampa podobnej barwy co witraż na który patrzyłem  świetnie  go podkreślała. Zmieniłem kurs podchodząc do różnych eksponatów…..uzbrojenia rycerskiego, iluminowanych ksiąg  bądź  przedmiotów codziennego użytku.  Continue reading