sty 6 2010

Będąc na uroczystej inauguracji wystawy

Pracowałem do godziny 16.00.  Miałem na tyle szczęście, że Stefan podwiózł mnie aż pod sam dom . Miał po drodze. Wchodząc do domu z mety wstawiłem wodę na kawę i sprawdziłem co jest w lodówce. Odgrzałem sobie obiadku, po czym puściłem jakąś muzykę. Musiałem  chociaż   odrobinkę   odpocząć . Czekała mnie jeszcze wizyta w muzeum.  Zostało mi ogólnie niewiele czasu . Cóż…..komu w drogę temu czas. Ubrałem się i pospieszyłem złapać jakiś tramwaj.  Na dworze było zimno okrutnie . Mało brakowało, a by mi ten tramwaj uciekł. Jakoś nie uśmiechało mi się wydawania ponownie pieniędzy na taksówkę  bądź  co gorsza spacerek z buta jak to się mówi. W muzeum pojawiłem się około godziny wpół do szóstej. Ogólnie z tego co  zauważyłem  było względnie  dużo  ludzi. W jednym pomieszczeniu panował półmrok, zapalone były jedynie lampki. Wnet zauważyłem zakupione przed świętami drzwi szklane z witrażami. Próbowałem się przyjrzeć  daleka.  Nie podchodziłem zbyt blisko by zainteresowani wystawą ludzie nie myśleli sobie, że zamiast eksponatów przyszedłem drzwi oglądać . Od razu wiedziałem, że to motyw sakralny……..matka boska trzymająca dzieciątko o ile sobie przypominam. Wspaniale komponowało się to z różnymi eksponatami z epoki jak i  również  z cicho brzmiącym chorałem gregoriańskim. W ogóle to lampa podobnej barwy co witraż na który patrzyłem  świetnie  go podkreślała. Zmieniłem kurs podchodząc do różnych eksponatów…..uzbrojenia rycerskiego, iluminowanych ksiąg  bądź  przedmiotów codziennego użytku.  Continue reading