Wspominanie starych ,dobrych czasów w niedziele przy obiadku

Nie skłamię jeśli napiszę, że czułem się trochę skrępowany na początku naszego spotkania rodzinnego . Justyna dosłownie nie dawała dojść ani mi , ani Sylwkowi do głosu. Ograniczyłem się jedynie do przytakiwania  albo  jeżeli już zyskałem okazję ku temu do wymiany zdania.  Przy obiedzie sytuacja uległa nieco zmianie . Ale czy na lepsze ? Kinga postarała się w kuchni na medal.  Zaskoczyła nas kotlecikiem schabowym wraz z piure, a także surówką . Palce lizać. Miałem nadzieje, że Kinga samą swoją obecnością odrobinę ją przyhamuję. Nic jednak z tego.  To właśnie wtedy zauważyłem, że Kinga jest równie gadatliwa . Teraz to ja zaczynałem przypominać Sylwestra. Obie wspominały piękne lata młodości i dzieciństwa.  Przysłuchując się jedynie dowiedziałem się całkiem ciekawych rzeczy . Będąc jeszcze nastolatką była z natury lekkoduchem.  Częstokroć  uciekała ze szkoły, jeździła na koncerty rockowe i miała kłopoty w szkole. Dopiero jakoś  w późniejszym czasie  wszystko uległo zmianie. Skończyła liceum, wyjechała do Poznania, znalazła pracę i udała się na studia zaoczne.  Udało mi się ją poznać w czasie, gdy świeżo co uzyskała licencjat . Lepsze jednak było przed nami. Kinga bowiem doszła do głosu. Zaczęła opowiadać dalszy ciąg swojej historii przybliżając  moment  , w którym się poznaliśmy. Przedstawiła mnie jako sztywnego konserwatystę, który wszystko miał już  odpowiednio  zaplanowane.

flaszka

W sumie można to dwojako zrozumieć. Raczej nie było szans, nawet najmniejszych,  żeby  pochwalić się swoją młodością, a tak się składa, że ja mam co wspominać.  Będąc już przy wspomnieniach Kindze udało się pochwalić ze spędzonego romantycznie przez nas wieczoru . No, to ładnie – tego mi było trzeba. Musiała się wczorajsza wtopą pochwalić. Opisała cały nastrój panujący w salonie przy zapalonym kominku z kieliszkiem wina i dość często pojawiające się przy podobnych chwilach pytanie. Z uśmiechem przetoczyła moją odpowiedź w myśl której zacząłem opisywać wrażenie jakie na mnie zrobiły drzwi szklane, szklane ściany działowe i inne szklane elementu budynku, którego minęliśmy. Dodała  też , że właśnie w tamtej chwili jąłem chwalić architektów tego budynku.  Nie byli w stanie pohamować śmiechu . Trwało to dłuższą chwilę. Justynie popłynęły łezki z radości. Jak tylko przestali się kielczyć Kinga sprostowała, że w porę to zauważyłem i ułożyłem wyznania na  właściwe  tory.  Nie obyło się bez podsumowania przez Justynę tego zdarzenia. Kropką nad ‘i” było stwierdzenie przez nią, że faceci to duże dzieci . Jedni mają bzika na punkcie aut, drudzy nie potrafią żyć bez swojego harleya, a jeszcze inni – tu spojrzała na moją osobą – żyją budownictwem. Zmyli się może koło godziny 16.30. Wróciłem  w następnej kolejności  do odłożonej w chwili ich przybycia lektury „ Ojca Goriot”.


Comments are closed.